Arcybiskup Glasgow: katolik nie może chować głowy w piasek!


Abp Philip Tartaglia. FOT.REUTERS/David Moir/FORUM
Arcybiskup Glasgow Philip Tartaglia w artykule na łamach „Crux Now” podkreśla, że katolicyzm w Szkocji (i nie tylko) znajduje się w głębokim kryzysie. Obejmuje on przede wszystkim postawy wierzących. Zamiast walczyć o nawrócenie niewiernych wolą unikać ich krytyki. Zamiast ufać nadprzyrodzonej łasce idą na zgubne kompromisy. Robią z siebie lelum-polelum.
 
Katolicyzm wyznaje, przynajmniej nominalnie, 17 proc. Szkotów. Odsetek jest niewielki, jak na europejski kraj. To taki sam poziom co w skali globalnej. Co gorsza, jedynie co piąte dziecko otrzymuje chrzest czy to w Kościele katolickim czy to w protestanckim „Kościele Szkocji”.
 
Główny problem polega jednak na zaniku przekonań religijnych. Dotyczy to całego Zjednoczonego Królestwa. „Nowy religijny konsensus w Zjednoczonym Królestwie to mieszanina sceptycyzmu, konsumpcjonizmu i nietolerancji politycznej. Maskuje on swe oblicze postępowym słownictwem, jednak jego cel stanowią praktykujący chrześcijanie” – zauważa arcybiskup Philip Tartaglia.
 
Stary protestancki anty-katolicyzm oparty na nienawiści do „papiestwa” i „papistów” ustąpił miejsca nowemu. Solą w oku dla „nowoczesnych” Brytyjczyków jest nauka Kościoła w sprawach moralno-obyczajowych.
 
„Ateiści i sekularyści w latach 60-tych i 70-tych XX wieku mogli ignorować lub szydzić z Kościoła katolickiego, jednak dziś widzą w nim najpoważniejsze zagrożenie dla ich wizji sprawiedliwości i równości, szczególnie w kwestiach ludzkiej seksualności” – zauważa arcybiskup.
 
Niestety sami katolicy zamiast szerzyć naukę Kościoła wolą chować głowę w piasek. Duchowny powołuje się na szkockiego filozofa Johna Haldane. Myśliciel ten podkreśla kilka zasadniczych problemów współczesnych katolików, nie tylko w Szkocji:
 
Po pierwsze zbyt wielu wierzących żyje tak, jakby nie istniała rzeczywistość nadprzyrodzona. W efekcie uważają oni Pana Jezusa jako moralny ideał, szczyt aspiracji etycznych ludzkości. To jednak tylko ułamek prawdy. Chrystus to bowiem przede wszystkim Odkupiciel ludzi z niewoli grzechu i Dawca nadprzyrodzonej łaski.
 
Po drugie wielu współczesnych katolików cechuje nadmierny, chroniczny sentymentalizm, stosowany często do spraw moralnych. Tymczasem osąd etyczny powinien opierać się na jasnym rozumowaniu, a nie na uczuciach.
 
Kolejny problem to nadmierna koncentracja na uniknięciu krytyki ze strony przeciwników chrześcijaństwa. Sprzyja ona konformizmowi i przypochlebianiu się do zwolenników „laicyzmu”.
 
Tymczasem unikania konfliktu nie można traktować jako głównego celu katolika. Przeciwnie, w wielu przypadkach konflikt staje się konieczny. Dawniej wierzący przyjmowali bardziej ofensywną postawę. Dążyli do nawrócenia elit narodowych. Dziś żyją w strachu przed opinią publiczną.
 
Jednak, jak podkreśla arcybiskup Philip Tartaglia, nie należy tracić nadziei. Zamiast opcji benedyktyńskiej, opartej na odseparowaniu się (fizycznym bądź mentalnym) od świata, należy brać przykład ze świętego Augustyna.
 
„Augustyn pozostał ze swoim ludem” – pisze hierarcha. „Kochał go i karmił, a także prowadził jako dobry pasterz, nawet gdy Rzym się rozpadał i siły barbarzyńców stały u bram” – dodaje.
 
To, jak się wydaje, dobra rada także dla polskich katolików. Wprawdzie Kościół stanowi w naszym kraju nieporównywalnie większą siłę, niż choćby w Szkocji, a „elity” polityczne przyznają się do tej religii, mimo to lęk przed liberalną opinią publiczną, kreowaną przez postępowe media okazuje się niekiedy silniejszy od sensus catholicus. Także nasze prawo, choćby to dotyczące ochrony nienarodzonych, daleko odbiega od standardów wyznaczonych przez naukę Kościoła. Najwyższy czas na aktywne dążenie do zmiany tego stanu rzeczy. Wszak katolik to nie lelum-polelum!
 

Źródło: cruxnow.com
mjend