Za: Pch24.pl

            Musimy się bronić. Musimy prosić Boga, by nas chronił, by nas umocnił do walki. Walka o czyjeś życie i wiarę jest naszym prawem i naszą powinnością – mówi kard. Joseph Zen Ze-kiun, emerytowany biskup Hongkongu, w rozmowie z Williamem Mahoney’em.

Jeśli wolno to Eminencji wyjawić, to o czym Ksiądz Kardynał rozmawiał z papieżem Franciszkiem w trakcie audiencji na początku lipca?

Chciałem omówić z Ojcem Świętym najnowszy dokument Stolicy Apostolskiej; dokument pozbawiony szczegółów dotyczących publikującej go dykasterii i bez podpisu jakiegokolwiek odpowiedzialnego urzędnika. Papież powiedział mi, że w tej sprawie mogę się udać na rozmowę z sekretarzem stanu kard. Pietro Parolinem. Odpowiedziałem, że byłoby to bezcelowe, ponieważ nie ma nadziei na to, abym go przekonał, ani też na to, że on przekona mnie. Powiedziałem, że chciałbym porozmawiać z kard. Parolinem w obecności Ojca Świętego, ale skoro nie jest to możliwe, stwierdziłem, że wrócę do domu z pustymi rękami.

Jednak potem, następnego dnia, papież zaprosił mnie na kolację razem z Parolinem. Było to z jego strony bardzo miłe. Oczywiście, nie można prowadzić dyskusji w czasie kolacji, a więc mówiłem o tym, co dzieje się w Hongkongu. Dopiero pod koniec kolacji faktycznie wspomniałem Ojcu Świętemu, że wcześniej przekazałem mu na piśmie to, co chciałbym powiedzieć w trakcie takiej dyskusji. „Co z tą sprawą?” – spytałem. Ojciec święty odpowiedział: „W porządku, zajmę się tym. Zbadam ją”.

A więc oznacza to, że nie ma możliwości żadnej bezpośredniej dyskusji. Był bardzo miły, że zaprosił mnie na kolację; a także, że obiecał zbadać sprawę, ale do tej chwili nie otrzymałem żadnej dokładnej odpowiedzi. Wróciłem zatem do Hongkongu z pustymi rękami. Nie mogę jednak narzekać, przypuszczam, że Ojciec Święty był bardzo zajęty; był to wieczór przed spotkaniem z Władimirem Putinem. Zatem musiałem się zadowolić jego obietnicą, że sprawę zbada.

Czy prześladowania podziemnego Kościoła w Chinach przybrały na sile od chwili podpisania porozumienia między Watykanem a Chinami we wrześniu 2018 roku?

Tak, to oczywiste dla każdego, kto śledzi wydarzenia prezentowane w wiadomościach. To naprawdę straszne; kwestią budzącą największy niepokój jest to, że porozumienie było tajne, a więc nie wiemy, czego ono dotyczy. Zatem kiedy rząd przychodzi i mówi naszym ludziom: „Zróbcie to i tamto”, pytają: „Dlaczego?”. Dopytują, czy papież się na to zgodził? Chińscy katolicy mówią, że nie wiedzą, na co papież się zgodził i co obiecał władzom. W tej sytuacji Stolica Apostolska mówi im tak: „chodźcie i podpiszcie dokument przyłączający was do Patriotycznego Stowarzyszenia Katolików Chińskich”. W rzeczywistości tego w porozumieniu nie było. Potwierdził to nawet kard. Filoni, twierdził, że jest to wciąż omawiane.

Z powodu tego tajnego porozumienia wydarzyło się naprawdę wiele. Sytuacja się pogorszyła. Przed zawarciem porozumienia istniał swego rodzaju kompromis w wielu kwestiach; na przykład Kościół podziemny mógł posiadać swoje budynki kościelne, a podziemni księża – nawet ci w miastach – mogli odprawiać Msze dla wiernych, nawet jeśli prawo tego zakazywało. Przez długi czas władze tych przepisów nie egzekwowały, teraz już egzekwują. Po zawarciu porozumienia prześladowania stały się dużo większe.

Co zrobić mogą Stany Zjednoczone i rządy państw zachodnich, aby wywrzeć presję na Pekin?

Myślę, że powinnością każdego, kto zna rzeczywistość, jest mówienie o niej. Nie widzę jednak nadziei na sukces, ponieważ teraz partia komunistyczna czuje się potężna, może zatem gardzić słowami, bez względu na to, kto je wypowiada. Władze czują, że mogą teraz zrobić cokolwiek tylko chcą, bo są silne. To okropne położenie. Ale robimy też wiele, by głośno protestować. Mam zatem nadzieję, że wciąż istnieją jacyś uczciwi i inteligentni politycy, którzy mogą zwrócić na te słowa uwagę. Tym samym zachęcam was do mówienia – to może nie przynieść sukcesu, ale jest naszym obowiązkiem.

Jakiej zachęty, jakie porady udzieliłby Ksiądz Kardynał katolikom z Kościoła podziemnego w Chinach?

W tej chwili bardzo trudno udzielić mi rady, ponieważ nie mam żadnej władzy. Kiedy ludzie zadają mi takie pytanie, mówię: „Jeśli Stolica Apostolska pozwala wam na jedno czy drugie i to właśnie robicie, to bym was nie winił – przestrzegacie wskazań otrzymanych z Watykanu i to jest w porządku. Poza tym musicie jednak zawsze pytać się w swoim sumieniu, czy te wytyczne są prawidłowe. Jeśli sumienie mówi wam, że te instrukcje są błędne, to wówczas właśnie wasze sumienie jest ostatnią instancją w sprawie podejmowanych działań. Jednak nigdy się nie buntujcie, tylko spokojnie akceptujcie konsekwencje tej sytuacji. A więc, jeśli rząd zabiera wasze kościoły, po prostu pozwólcie im je zabrać. Jeśli jesteś księdzem i już nie wolno ci odprawiać Mszy, ponieważ nie podpisałeś rządowego dokumentu, wówczas idź do domu”.

Nigdy nie można wyrzec się swojej wiary, ale w trudnych czasach można się wyrzec korzyści płynących z sakramentów, ponieważ Bóg może udzielić łaski nawet poza sakramentami. Jeśli nie pozwolą ci odprawić Mszy dla wiernych, wówczas idź do domu i powiedz ludziom, by modlili się w swoich domach. Ofiaruj swoje poświęcenie i nadzieję na lepsze czasy. Być może te lepsze czasy wkrótce nadejdą, a może potrwa to długo. Oddajmy się w ręce Boga.

W jaki sposób katolicy z innych krajów mogą najlepiej pomóc swoim braciom i siostrom w Chinach?

Musicie się za nich modlić. Następnie, musicie być dobrze poinformowanymi, wiedzieć o co się modlicie. Czasami ludzie – nawet ludzie dobrzy– nie są wystarczająco dobrze poinformowani, mogą więc zajmować złe stanowisko. Mówi się o przebaczeniu, harmonii, dialogu, zaufaniu; są to z pewnością rzeczy dobre. Jednak czasem można znaleźć się w położeniu, w którym jest się przekonanym, że inni nie są uczciwi; że chcą zniszczyć waszą wiarę. I wówczas nie można im ufać.

Trzeba być dysydentem, trzeba się bronić. Zawsze mówię: „Czy możecie sobie wyobrazić św. Józefa, który przynosi Dzieciątko Jezus, by prowadzić dialog z Herodem?”. Byłoby to głupie! Nie zawsze można ufać ludziom. Święty papież Jan Paweł II zawsze zwykł był mówić „my” i „oni” – a zatem jesteśmy różni. Nawet w naszych modlitwach wspominamy nieprzyjaciół. Nie nienawidzimy nikogo, ale są ludzie, którzy są naszymi wrogami, ponieważ chcą zniszczyć naszą wiarę.

Musimy się bronić. Musimy prosić Boga, by nas chronił, by nas umocnił do walki. Walka o czyjeś życie oraz wiarę jest naszym prawem i naszą powinnością. Myślę, że musimy być ostrożni, ponieważ naszą fundamentalną postawą jest z pewnością postawa zaufania i dialogu, ale czasami musimy się modlić o nawrócenie naszych nieprzyjaciół. Jednak nie możemy im ufać, ponieważ nie ma żadnych podstaw do jakiegokolwiek zaufania. Jeśli im zaufamy, wówczas wystawiamy się na niebezpieczeństwo – wystawimy na nie naszą wiarę.

Po powrocie z Chin w lutym 2018 roku biskup Marcelo Sorondo udzielił wywiadu „La Stampie”. O Chińskiej Republice Ludowej mówił w samych superlatywach, stwierdził nawet, że „broni godności osoby ludzkiej” i że „najlepiej wprowadza w życie społeczną naukę Kościoła”. Co Ksiądz Kardynał o tym myśli?

Myślę, że z biskupa Sorondo śmieje się cały świat. To godne wielkiego pożałowania. Ale jeszcze większego pożałowania godne jest to, że wokół papieża są ludzie, którzy sprawiają, że wypowiada się w sposób podobny do biskupa Sorondo. To naprawdę smutne. Ludzie śmieją się z naszego papieża, ponieważ nie jest on dobrze poinformowany.

Ci ludzie będący wokół papieża, w szczególności kard. Parolin: on o Chinach wie wszystko, posiada w tych sprawach duże doświadczenie i wie, jak źli są komuniści. Jestem pewien, że nie przekazuje on Ojcu Świętemu właściwych informacji. Zatem czasami papież mówi rzeczy, które sprawiają, że ludzie się z niego śmieją. Szkoda. To okropne. To nas smuci.

Czy jest coś jeszcze, co Ksiądz Kardynał chciałby powiedzieć światu?

Nieustannie się módlcie… módlcie się nieustannie! Dzisiaj, w święto Matki Bożej z Góry Karmel (16 lipca – przyp. red.), udałem się na pielgrzymkę. Przez dwie godziny szedłem do klasztoru; mamy tutaj w Hongkongu klasztor karmelitański. A więc poszedłem na Mszę i poprosiłem ich, by się modlili.

Musimy pamiętać, że na Górze Karmel był prorok Eliasz. Był on prorokiem używającym ognia, by zwalczać fałszywych proroków. Czasami musimy być podobni do Eliasza, czasem musimy cierpieć jak Jeremiasz, czasem musimy walczyć. Niech Bóg wam błogosławi. Nie ustawajcie w modlitwie. Jesteśmy jedną rodziną.

Przetłumaczone i opublikowane za zgodą serwisu „Church Militant”.

Tłumaczenie: Jan J. Franczak