Duchowa, moralna i intelektualna kondycja stanu kapłańskiego warunkowała kondycję kluczowych sfer naszej cywilizacji. Nie mogło być inaczej, skoro wyrosła ona jako produkt uboczny ewangelizacyjnego dzieła Kościoła (Frederick Wilhelmsen). Dzieło to zaś jest niemożliwe do wykonania bez kapłanów. Bez nich nie jest możliwe sprawowanie Eucharystii – źródła i szczytu życia chrześcijańskiego, bez którego nie jesteśmy w stanie zaradzić naszej nędzy (Ecclesia de Eucharistia, 60).

Wielcy papieże – świadkowie wiary w epoce Rewolucji – w nauczaniu swoim wskazywali na konieczność zapewnienia właściwej formacji duchowej, moralnej i intelektualnej księży jako najpewniejszego antidotum na ataki przepoczwarzającej się Rewolucji. Pisali o tym: błogosławiony Pius IX, Leon XIII, święty Pius X oraz Pius XI. Do tego nauczania nawiązywał święty Jan Paweł II, gdy w opublikowanej w roku 1992 adhortacji Pastores dabo vobis stwierdził, że Kościół uważa formację przyszłych kapłanów – zarówno diecezjalnych, jak i zakonnych – i ich ustawiczną troskę, przez całe życie, o osobiste uświęcenie w posłudze, a także troskę o ciągłą odnowę duszpasterskiego zaangażowania za jedno z najdelikatniejszych i najważniejszych zadań, od których zależy przyszłość ewangelizacji ludzkości (PDV, 2).

Historia Kościoła oraz powstałej dzięki niemu cywilizacji poucza również o innej prawidłowości: kryzys Kościoła był i jest zawsze kryzysem kapłaństwa. Nie tylko w tym sensie, że w kolejnych wiekach różnych faz ataku Rewolucji na Christianitas pierwszym i zasadniczym celem ofensywy był stan kapłański. Na początku protestanckiej reformacji został zakwestionowany jego sakramentalny charakter. Na początku rewolucji francuskiej rewolucyjne państwo podjęło próbę całkowitego podporządkowania sobie katolickiego duchowieństwa za pomocą uchwalonej w roku 1790 Konstytucji cywilnej kleru. Pierwszą ofiarą bolszewickiego czerwonego terroru padło duchowieństwo Cerkwi, która zachowała sakramentalny charakter kapłaństwa i apostolską sukcesję. Z kolei niemieccy narodowi socjaliści na początku swoich rządów podjęli politykę zniesławiania całego stanu kapłańskiego, wytaczając jeszcze przed rokiem 1939 całą serię sfingowanych procesów „o obrazę obyczajności” (homoseksualizm, pedofilia, nielegalny handel dewizami).

Jest jeszcze inny sens prawidłowości, o której mowa. Największe duchowe kryzysy w dziejach Kościoła zawsze były dziełem kapłanów, którzy na jakimś etapie swojej biografii przegrali walkę duchową. Tak było z Ariuszem, Marcinem Lutrem i twórcami herezji modernistycznej w XIX i XX wieku – od Loisy’ego do Rahnera. Tak jest i w naszych czasach. Zasada corruptio optimi pessima jest ciągle aktualna.

 Fatalna „odnowa soborowa”

W 1974 roku Sługa Boży arcybiskup Fulton J. Sheen podczas rekolekcji głoszonych dla kapłanów zauważył, że wielka walka, jaką Kościół musi dzisiaj prowadzić, zwłaszcza z nami – kapłanami i siostrami zakonnymi, spowodowana jest zbytnią afirmacją siebie. Świątobliwy hierarcha wypowiedział te słowa niemal dziesięć lat po zakończeniu Vaticanum II, gdy w zachodnich Kościołach swoje apogeum zyskiwała tak zwana odnowa posoborowa. Pamiętając o tym kontekście, należy czytać słowa arcybiskupa Sheena, który podczas tych samych rekolekcji stwierdził, że przez ostatnie dziesięć lat kapłani, siostry, a nawet świeccy przeszli spod sztandarów Chrystusa pod sztandary świata. Nie pytamy już, co jest miłe Bogu, Jezusowi, tylko – co jest dobre dla świata. Będziemy więc działać tak, jak chce świat, chcemy żyć dla świata. Ulegamy pędowi czasu, „zaślubiamy” czasy. Chcąc być nowocześni, stajemy się wdowcami.

Można powiedzieć, że tę refleksję amerykańskiego Sługi Bożego podjął święty Jan Paweł II, gdy w 1990 roku na zakończenie obrad synodu biskupów poświęconego znalezieniu remedium na trapiący Kościół kryzys kapłaństwa, stwierdził, że kryzys ten zrodził się bezpośrednio po Soborze. Jego źródłem było błędne, niekiedy świadomie tendencyjne interpretowanie nauki Magisterium soborowego. Tu niewątpliwie należy szukać przyczyny wielkich strat poniesionych wówczas przez Kościół, szczególnie dotkliwych w dziedzinie posługi pasterskiej i powołań kapłańskich, zwłaszcza misyjnych.

Zwróćmy uwagę, że w podobny sposób przyczyny współczesnego kryzysu kapłaństwa ujął Benedykt XVI w swoim liście do katolików irlandzkich z 2010 roku. Wskazywał w nim, że duchowa, moralna oraz intelektualna degrengolada części irlandzkich kapłanów zaczęła się podczas straszliwych dekad „posoborowej odnowy” (w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku).

Środki ratunkowe

Opublikowana ponad ćwierć wieku temu adhortacja świętego Jana Pawła II Pastores dabo vobis zawiera opis środków zaradczych, nieodzownych dla przezwyciężenia kryzysu kapłaństwa. Jak zauważa Ojciec Święty, nie wynikał on z braku powołań. Ten deficyt był (i pozostaje) raczej rezultatem jeszcze głębszego kryzysu polegającego na zaniku właściwego rozumienia tożsamości kapłańskiej.

Prezbiter odnajduje pełną prawdę o swojej tożsamości w tym, że jego kapłaństwo pochodzi od Chrystusa, Najwyższego i jedynego Kapłana Nowego i Wiecznego Przymierza. Kapłan jest żywym i przejrzystym obrazem Chrystusa Kapłana. (…) Dla życia duchowego, które rozwija się przez wykonywanie posługi, jest sprawą podstawową, aby prezbiter nieustannie odnawiał i coraz bardziej pogłębiał świadomość, że jest kapłanem Jezusa Chrystusa na mocy konsekracji sakramentalnej i upodobnienia do Niego, Głowy i Pasterza Kościoła (PDV, 12, 25).

A więc najważniejsza jest wiara; wiara na serio, która pozwala trwać przy sztandarze Chrystusa, a nie tego świata. Jako niezbędny element formacji duchowej przyszłych kapłanów święty Jan Paweł II wskazywał również wychowanie liturgiczne, które ma wieść do odnowy świadomości, że kapłani, jako szafarze rzeczy świętych, są przede wszystkim sługami ofiary Mszy Świętej (PDV, 48).

Zdrowa filozofia i zdrowa teologia

W opublikowanej w roku 1998 encyklice Fides et ratio Ojciec Święty ostrzegał, iż złudnym jest mniemanie, że wiara może silniej oddziaływać na słaby rozum; przeciwnie, jest wówczas narażona na poważne niebezpieczeństwo, może bowiem zostać sprowadzona do poziomu mitu lub przesądu (FR, 48). Sześć lat wcześniej uczulał cały Kościół, że czynnikiem komplementarnym wobec formacji duchowej przyszłych kapłanów musi być ich bardzo głęboka formacja intelektualna (PDV, 51). Tutaj zaś najważniejsza jest zdrowa filozofia, która jako jedyna może pomóc kandydatom do kapłaństwa w ukształtowaniu świadomości, która odzwierciedla konstytutywną więź pomiędzy duchem ludzkim i prawdą – tą prawdą, która objawia się nam w pełni w Jezusie Chrystusie (PDV, 51).

Tylko w ten sposób kandydat do kapłaństwa będzie w stanie przeciwstawić się powszechnemu dziś klimatowi kulturowemu, w którym subiektywizm wyniesiony został do rangi kryterium i miary prawdy. Intelektualna formacja kapłanów musi nauczyć ich uwielbienia i miłości prawdy, do przyswojenia sobie, że to nie człowiek stwarza i wyznacza miarę prawdy, lecz że zostaje ona przekazana człowiekowi w darze przez najwyższą Prawdę, przez Boga. Uleganie klimatowi relatywizmu zabija w zarodku powołanie. Jeśli się nie jest pewnym prawdy, jak można położyć na szali całe swoje życie i znaleźć siłę, by stawiać poważne pytania dotyczące życia innych ludzi? – dramatycznie pyta w swojej adhortacji święty Jan Paweł II (PDV, 51).

Na tak pojętej zdrowej filozofii należy budować studium teologii, która powinna być nauczana w seminariach: teologii, której istotą ma być przylgnięcie do Jezusa Chrystusa (PDV, 53). Trwanie przy Jego sztandarze oznacza jednocześnie odrzucenie poglądów będących wynikiem nieporozumień i zamieszania oraz staranne odróżnienie powszechnej nauki Kościoła od opinii teologów i przejściowych tendencji (tak zwanych modnych teorii), bo – jak przypomina święty Jan Paweł II – nie istnieje magisterium „paralelne”, lecz jedynie Magisterium Piotra i Apostołów, papieża i biskupów (PDV, 55).

Zdrada i pianie koguta

W momencie, gdy papież pisał te słowa, modne teorie czyniły spustoszenia w licznych seminariach duchownych po obu stronach Atlantyku. Do tego doszły kliki homoseksualne (Benedykt XVI) tłumiące w zarodku właściwą formację duchową, moralną i intelektualną seminarzystów. To dlatego w wielu seminariach metafizyka i tomizm były i są całkowicie pomijane, a jeśli się o nich wspomina to tylko po to, aby wyśmiać. Szerzy się klimat relatywizmu moralnego i religijnego. Przytoczone niedawno przez Grzegorza Górnego świadectwo młodego włoskiego kapłana opisującego swoją heroiczną walkę, by nie stracić wiary w seminarium, jest wstrząsającym dowodem na to, że od roku 1992 kryzys tożsamości i formacji kapłańskiej tylko się pogłębił. Papieskie zalecenia nie tylko trafiły do kosza, ale wręcz w wielu seminariach to, przed czym przestrzegał Jan Paweł II, stało się normą.

 

Jak jednak przypomniał arcybiskup Fulton J. Sheen w czasie kapłańskich rekolekcji, podobnie jak zdrada Piotra miała swoje etapy, tak i jego nawrócenie nie stało się od razu. Najpierw zapiał kogut. Powrót Piotra nastąpił dzięki resztkom naturalnego porządku, według którego powinien działać i który powinien kierować jego zachowaniem. (…) Tak samo jest z kapłanami. Może zaczynamy dostrzegać to dzięki znalezieniu brewiarza, którego nie odmawialiśmy od jakiegoś czasu? Może znaleźliśmy nasz obrazek prymicyjny? (…) To wszystko jest pianiem koguta – to Pan przyciąga nas z powrotem do siebie.

 

 

Grzegorz Kucharczyk